czwartek, 6 sierpnia 2015

CHAPTER 1



*DOM CASTIO*

Las. Ciemność. Ciało. Krew. ON.

Gwałtownie usiadłam na łóżku, cała spocona i zdyszana. Od kilkunastu dni śni mi się jeden i ten sam sen.
Las. Ciemność. Ciało. Krew. ON. Nikomu o tym nie mówiłam, ale wiem że skądś GO znam nie mogę sobie jednak przypomnieć skąd. Spoglądam na zegarek i widzę że jest już 7 rano, wstaję z łóżka i odrazu kieruje się do szafki z bielizną. Wyciągam czarny koronkowy zestaw i udaje się wprost do łazienki znajdującej się w moim pokoju. Ściągam koszulkę oraz bokserki i od razu wchodzę pod prysznic. Chwytam do ręki kokosowy szampon i nakładam go na moje kasztanowe włosy. Biorę gąbkę i nalewam na nią kokosowy żel do ciała i wmasowuję go w całe ciało oraz zaraz spłukuję. Zakręcam kurki i od razu po wyjściu owijam się ręcznikiem. Szybko suszę włosy i robię delikatny makijaż, zakładam bieliznę i wychodzę z łazienki kierując się w stronę mojej szafy. Wyciągam z niej elegancką, czarną sukienkę z długimi rękawami. Do ręki biorę moje 10 centymetrowe szpilki w których czuję się dobrze i schodzę na dół. 


Zastaje tam ubranego już w białą koszule i czarne spodnie mojego kochanego brata, który przygotowuje dla nas obojga kawę oraz małe drobne śniadanie, którym są tosty z serem i pomidorem.
-Witam Pana elegancika – dopiero gdy słyszy mój głos odwraca się do mnie i podaje posiłek oraz wcześniej przygotowany napój.
-Smacznego – mówi i uśmiecha się szarmancko – Ja już zjadłem i czekam tylko na ciebie księżniczko – powiedziawszy to puszcza mi oczko
Zjadłszy śniadanie i wypiwszy kawę wstawiam naczynia do zmywarki i biegnę na górę umyć zęby. Łapię za torebk
ę i kieruje się do wyjścia słysząc za sobą śmiech bruneta.
-A ciebie co tak bawi? Nigdy nie widziałeś swojej księżniczki w pośpiechu? - pytam unosząc brwi do góry i składając ręce na piersi.
-A czy księżniczka czasem o czymś nie zapomniała? - pyta wciąż z wyczuwalnym w głośnie rozbawieniem, patrzę na niego zdezorientowana -Buty kotek, buty.
CHOLERA. Gdyby nie on wyszłabym na boso na rozpoczęcie roku....
Chwytam niby obrażona za buty i wychodzę na ganek i czekam aż Nate zamknie za nami drzwi w tym samym czasie zakładam buty.
-No chodź miśka bo się jeszcze spóźnimy – mówi i rusza w kierunku swojego czarnego Jeepa, do szkoły mamy jakieś 5 minut.

*
SZKOŁA*

Kiedy łapie za klamkę i chce już wysiadać zatrzymuje mnie głos Nate'a:
-Nie denerwuj się i nie zważaj na te wszystkie głupie uwagi tych debili...-już chciałam powiedzieć że i tak to na mnie wrażenia nie zrobi jednak Nate kontynuował:
-Jeśli coś się będzie działo masz natychmiast do mnie przyjść, jasne ? -powiedział to dość nieprzyjemnym tonem
-mhmm – tylko tyle mu „odpowiadam”
-No to chodźmy już księżniczko – mówi z uśmiechem i znowu mi puszcza oczko. Wysiadam i chłopak zaraz znajduje się obok mnie oraz zamyka w uścisku
-wiesz że cie kocham i nie chce żeby ci się stała jakakolwiek krzywda tak? Błagam uważaj na siebie, po uroczystości spotkajmy się przy aucie okey? -odsuwa się na tyle żeby patrzeć mi w oczy a ja się tylko
uśmiecham w odpowiedzi
-no – mówi tylko i daje mi buziaka w czoło,
kładzie mi rękę na ramiona i kierujemy się do wejścia do szkoły przy którym zauważam jego najbliższych przyjaciół, którzy są dla mnie jak bracia choć przez całe wakacje ich nie widziałam a kawałek dalej dostrzegam Marcusa i Isi moich ukochanych wariatów.
-To ja uciekam do wariatów okey? -pytam Nate'a bo trzyma mnie tak jakbym mu miała zaraz uciec
-No okey miśka – mówi i uśmiecha się do mnie – To leć
Nate ruszył w kierunku swoich przyjaciół a ja moich, nagle poczułam wibracje w torbie więc wyjęłam z niej telefon
Suko wyglądasz nieziemsko, szkoda że wole chłopców :(( -SMS od mojego kochanego Marcusa, uśmiecham się do telefonu i kręcę głową. Ide przed siebie chcąc odpisać przyjacielowi jednak nagle wpadam na kogoś. Prawie upadam na ziemię lecz czuje jak czyjeś silne ręce mnie łapią w talii nie pozwalając mi upaść, podnoszę wzrok i od razu wpadam na prawie czarne tęczówki. ON.
-Uważaj jak łazisz suko – mówi z wściekłością
w oczach, nie trzymając mnie już jednak
-ja..ja..-boje się cokolwiek przy nim powiedzieć
-ty co mała pokrako? -mówi wciąż zły
-przepraszam- i dopiero teraz spuszczam wzrok, nie wytrzymując już jego intensywnego spojrzenia, czuje jak łapie mnie za podbródek i każe na siebie spojrzeć. Patrzę na niego ze łzami w oczach
-powtórz to. - słyszę i widzę jego uśmiech wie. On wie że ma nade mną pieprzoną władzę.
-ja..przepr -nie daje rady skończyć gdyż chłopak dostaje uderzenie w twarz i ląduje na ziemi. Zakrywam usta dłońmi, patrze na mojego wybawcę którym okazuje się Nate
-jeszcze raz ją tkniesz skurwielu -mówi Nate po czym siada na chłopaku i obkłada go ciosami
-a co boisz się że kolejna odejdzie do mnie? I zrobię z nią to samo co z Kate? - mówi z...rozbawieniem w głosie. Ten człowiek jest chory, bawi go czyjaś wściekłość. Nate nie jest wściekły a wkurwiony
i obkłada chłopaka pięściami Nagle uświadamiam sobie że jak tak dalej pójdzie to on go zabije, podbiegam do wściekłego brata i staram się go odciągnąć. Efekt jest jednak daleki od zamierzonego i dostaję w brzuch od własnego brata, wyrywa mi się głośny rozpaczliwy krzyk bólu i dopiero wtedy Nate odwraca się w moim kierunku z czarnymi wręcz oczami i nierównym oddechem, ja natomiast jestem skulona na ziemi i staram się zatrzymać łzy które cisną mi się do oczu.
-Miśka...jaa.ja – słyszę zakłopotany głos Nate'a
-nie. - zauważam że chłopak chce do mnie podejść więc nie zważając na ból zrywam się na równe nogi
-nie zbliżaj się! - krzyczę i zaczynam biec w kierunku lasu który znajduje się przy szkole. Łzy spływają mi po polikach. Biegnę cały czas przed siebie do miejsca w którym nie tak dawno zdarzyła się TA okropna tragedia, a mianowicie do miejsca w którym las jest już przy ulicy, staje jakieś 5 metrów dalej od niej.

*
MIEJSCE WYPADKU*

Łzy spływają mi strumieniami. Dlaczego wy? Nie wiecie nawet ile bym oddała abyście nadal przy mnie byli -mówię to łamiącym się głosem i upadam na ziemię, nagle czuje jak ktoś zaczyna mnie gładzić po plecach i czuje znajome mi perfumy Nate'a
-miałeś mnie zostawić w spokoju...-mówię już całkiem bezsilnie
-nigdy mi tego nie powiedziałaś – słyszę nie znajomy głos więc zrywam się na równe nogi i odsuwam coraz dalej aż stopami nie wchodzę na jezdnie. Czuje szarpnięcie w przód i ląduje w ramionach chłopaka, dopiero teraz mu się przyglądam. Ciemna blond grzywa, postawiona do góry, na nosie czarne Ray-Bany, czarna koszulka, czarna marynarka z podwiniętymi do łokci rękawami i  czarne spodnie a na stopach całe czarne Vansy. 


Czy my się znamy ? Kim on w ogóle jest?
-Można powiedzieć że się znamy i jestem Bieber. Justin Bieber – mówi a ja dopiero uświadamiam sobie że zadałam te pytania na głos głupia ja. -Wpadłaś na mnie dziś, nie pamiętasz już? Chyba należą mi się przeprosiny ? -mówi a ja nie potrafię wykrztusić z siebie żądnego słowa, nagle słyszę nawołujący mnie głos Nate'a i zwracam się do do chłopaka przede mną.
-Proszę zabierz mnie stąd. - chłopak nic nie mówi tylko ciężko wzdycha i otwiera mi drzwi swojego czarnego matowego auta, nawet go tu nie zauważyłam. Szybko odpala i odjeżdża.

*AUTO BIEBER'A*

Patrzę na świat szybko znikający za szybą
-Gdzie?
-Hm?

-Gdzie mam cie zabrać?
-Do domu? - odpowiadam jakby to była
najprostsza rzecz na świecie
-Zapominasz chyba że nie wiem nawet jak masz na imię a co dopiero gdzie mieszkasz.

-Jen. - mówię krótko i zwięźle I jedź na Maple Street 2489 – chłopak zaciska szczękę ale nic nie mówi
Po dość krótkim czasie docieramy do domu, na podjeździe nie ma jeszcze auta mojego brata więc
mogę się spokojnie wybrać w jedno miejsce w którym zawsze wszystko z siebie wyrzucam.
-dziękuje –
mówię tylko i już chce wysiąść jednak ręka chłopaka mnie zatrzymuje
-mogę o coś zapytać? - pyta z delikatnością w głosie
-umm..jasne? – odpowiadam krótko bo o co on może mnie zapytać
-serio z nim mieszkasz?
-Nie rozumiem – odpowiadam zmieszana
-O boże dziewczyno – mówi i wywraca oczami – serio mieszkasz z tym śmieciem Castio? - pyta z lekką irytacją
a ja natomiast otwieram buzie ze zdziwienia.
-Nate to najbliższa mi osoba która mi pozostała, nie jest śmieciem w przeciwieństwie do ciebie – mówi
ę to z wyraźną pewnością w głosie a tęczówki chłopaka nagle ciemnieją, okey teraz zaczynam się bać.
-Nie wiem co cie z nim łączy i naprawdę chuj mnie to obchodzi ale nigdy więcej nie waż się mnie obrazić NIGDY! -wrzeszczy a ja aż podskakuje jednak dalej jestem jakoś dziwnie pewna siebie.
-PIERDOL SIE DUPKU! - krzyczę i wysiadam z jego auta
oraz trzaskam drzwiami, potem już słyszę tylko jak chłopak odjeżdża z piskiem opon. Co się dziś do cholery właściwie stało?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz